Powracam po gigantycznych zmianach wewnętrznych.
Tworzę wspaniały związek - nie sama, oczywiście - bez tej drugiej połowy by nic nie wyszło.
Czas na mózg!
Uznałam, że umieć angielski i niemiecki zaledwie w małym stopniu to za mało. Duuuuuuuużo za mało. Postanowiłam sobie za cel nauczyć się włoskiego i powrócić do francuskiego. Cztery języki to już byłoby coś.
Do tego biegam. SERIO. BIEGAM. W końcu się zdecydowałam!
I ćwiczę. Mam motywację. Nareszcie.
Dobrze wyglądam. Tylko zapomniałam, jak dobrze się ubierać - biegam w spodniach wszędzie, bo ostatnio mam mało czasu. A tu mam zajęcia, a tutaj dodatkowe, przegląd teatralny - co, to już zaraz? - próba, spotkanie, coś tam, a czas z gumy nie jest. Młodość też jest tylko raz, więc dzień dobry sukienki i spódniczki :D
Co jeszcze?
Matura za pasem, czas ogarniać się przedmiotowo. Polski, matma, języki. Na razie taki mam plan. Musi zostać wykonany.
No i rozciąganie.
No i charakter.
No i wiedza. Oj tak. Wiedza.
70% z angielskiego mnie po prostu obraża.
czwartek, 7 maja 2015
wtorek, 17 lutego 2015
#4. Just dance!
Dałam sobie kilka dni na przemyślenia..
Ostatnio nie mam na nic czasu, ale w sumie.. Dlaczego? Mało śpię i mało się uczę. Co ja robię?
KONIEC Z MARNOWANIEM CZASU.
To po pierwsze. Ale..
Dzisiaj przyszedł czas na postanowienia. Cały czas oczywiście idę tokiem zmian i rozwijania się psychicznego, jednak w końcu przychodzi czas również na fizyczne.
Do moich zmian daleko (powiedzmy) terminowych dochodzi to, że chcę od lata lub jesieni - w zależności, kiedy będzie rekrutacja - wrócić na zajęcia z tańca. Ostatni raz chodziłam na nie dobre kilka lat temu, ale jednak brakuje mi czegoś takiego. Tak więc postanowiłam, że muszę być.. giętka.
Moimi celami aktualnie jest mieć płaski brzuch, umiejętność robienia szpagatu i podnoszenia nogi na wysokość głowy. Czyli ogólne, mocne rozciąganie się. Moje ciało zdecydowanie mnie ogranicza.
Poza tym przestałam mocno malować oczy, zapuszczam włosy i zdjęłam tipsy. Koniec.
maleńki wniosek: Nie pozwólmy, aby nasze ciało nas ograniczało. I nie mam tutaj na myśli tylko grubych ludzi, bo zauważmy, że w czasach kiedy kult wiedzie właśnie zaokrąglone ciało, chudzielce czują się równie beznadziejnie, kiedy wszystkie modne obcisłe spodnie na nich zwyczajnie wiszą. Każdemu z nas coś się nie podoba w naszym ciele, ale nie wszystko da się zmienić. Niektóre rzeczy trzeba zaakceptować i najlepiej to pokonać, ale jeśli są rzeczy, które da się zmienić i w zasadzie chcielibyśmy coś z tym zrobić, tylko a to czasu brak, a to chęci, a to te lody są takie dobre, a to COŚ TAM... Nie. Po prostu koniec z tym. Albo zjem tego batonika, albo pójdę trochę poćwiczyć i poczuję się lepiej. I nie chcę brzmieć jak walnięta laska, która na śniadanie je selera naciowego, na obiad marchewkę a kolacji w ogóle, a między posiłkami katuje się treningami. To nie o to chodzi. Ciało jest świątynią naszej duszy, którą wielu (wierzę, serio wierzę, że wielu) z nas ma bardzo kolorową. Nie pozwólmy, aby ciało było daleko w tyle za nami. Chodzi mi o to, żeby ono nie zabraniało nam wykonywać jakiś czynności. Niech będzie naszą pomocą, nie przeszkodą. Czujmy się swobodnie.
Nie chodzi o odchudzanie się, czy jakieś straszne ćwiczenie. Po prostu dbajmy o nasze ciała :) Mają być świątynią, a nie więzieniem.
wtorek, 10 lutego 2015
#3. Geronimo!
W zasadzie, jak zastanawiałam się nad tym wcześniej, to chciałam tutaj napisać aby nie bać się powracania do starych znajomości, przełamywać granice i tak dalej..
Ale przecież to brednie.
Lepiej nie bać się nowych znajomości.
Skoro znajomość kiedyś była, ale teraz jej nie ma - no to coś przecież musiało się stać, że jej nie ma. Zwykle to najzwyczajniej się rozsypała i rozeszła po kościach, ale mogło się coś wydarzyć też. I nie mówię tu tylko o byłych związkach, ale też oczywiście o przyjaciołach, znajomych, koleżankach sprzed lat i tak dalej.
Ciekawie i miło jest czasem sobie pogadać z taką osobą. Jednak.. Na dłuższą metę nie jest to dobre. Zaraz wychodzi dlaczego kontakt się urwał. I radość z kontaktu pryska jak bańka, bo przypominamy sobie "a, to dlatego nie chciałam/em z nią/nim już gadać" :D
Oczywiście nie generalizuję, bo byłoby to głupie. Każdy jest inny. Jednak mówię na przeżytych przez siebie kilku takich znajomościach, które starałam się odnowić, ale jak ten odgrzewany kotlet.. Zepsuty. Stary i spleśniały, a do tego z cebulką - tylko do wyrzucenia.
To jest zmiana, do której doszłam dzisiaj. Koniec z odnawianiem starych znajomości. Należy zamknąć w końcu rozdziały, które do tej pory były ciągle otwarte na ostatniej stronie. Dobrze byłoby chwycić za inną książkę ;)
WNIOSEK: Czasem nie warto faktycznie wchodzić drugi (trzeci, piąty, ósmy..) do tej samej rzeki. Czasem, jeśli znajomość się zepsuła, to nie ma co już jej naprawiać. Jak to było w kreskówce: należy wziąć i rzucić przeszłość za siebie. W końcu ona i tak już była. Najwyższa pora na coś nowego, bo każda stara znajomość - to jakieś doświadczenie, ale każda nowa - to kolejna przygoda, w którą można skoczyć jak ze skały z krzykiem GERONIMOOOO!
Pozdrawiam cieplutko w ten szaaaary dzień, którym staram się nie przejmować, czego i wszystkim życzę!
poniedziałek, 9 lutego 2015
#2. Po malutku.
Jak było wcześniej: zaczynamy od małych kroczków.
Jednym z moich postanowień noworocznych (jednym z 9583939...) było to, aby przeczytać tomik wierszy i w ogóle zaprzyjaźnić się z poezją. Jako, że walczę sama ze sobą..
Dzisiaj w szkole zostałam zmuszona do zinterpretowania wiersza Adama Asnyka "Miejcie nadzieję". Jakie było moje zdziwienie, kiedy poczułam, że po prostu się po prostu zakochałam.
Miejcie nadzieję!... Nie tę lichą, marną
Co rdzeń spróchniały w wątły kwiat ubiera,
Lecz tę niezłomną, która tkwi jak ziarno
Przyszłych poświęceń w duszy bohatera.
Miejcie odwagę!... Nie tę jednodniową,
Co w rozpaczliwym przedsięwzięciu pryska,
Lecz tę, co wiecznie z podniesioną głową
Nie da się zepchnąć ze swego stanowiska.
Miejcie odwagę... Nie tę tchnącą szałem,
która na oślep leci bez oręża,
Lecz tę, co sama niezdobytym wałem
Przeciwne losy stałością zwycięża.
Przestańmy własną pieścić się boleścią,
Przestańmy ciągłym lamentem się poić:
Kochać się w skargach jest rzeczą niewieścią,
Mężom przystało w milczeniu się zbroić...
Lecz nie przestajmy czcić świętości swoje
I przechowywać ideałów czystość;
Do nas należy dać im moc i zbroję,
By z kraju marzeń przeszły w rzeczywistość
No czy to nie jest coś pięknego?
Zaciągnęłam się do ogarnięcia kilku kolejnych wierszy owego pana. POLECAM.
W momentach (które na szczęście zdarzają się coraz częściej) kiedy zachwycam się poezją, zadaję sobie pytanie.. Jak, do cholery, mogłam uważać poezję za coś niegodnego mojej (jakie wysokie mniemanie pół-mózga, prawda? ciekawe zjawisko swoją drogą) uwagi? Jak mogłam w tym nic nie dostrzegać?
Wiadomo, że nie każde wiersze mi leżą. Nie wszystkie lubię; to tak jak.. z piosenkami. I każdym innym rodzajem sztuki. Nie wszystko trafia do wszystkich.
Jednak odtrącać całą poezję to też głupia sprawa. Odtrącają ją z reguły Ci, co jej nie rozumieją. Lub są faktycznie ponad nią, ale to wyjątki zazwyczaj.
WNIOSEK: Uważam, że warto jest się zapoznawać z czymś nowym dla nas. Z mojej strony jest to poezja, ale oczywiście może to być również nauka hiszpańskiego, pływania czy też pójście do szkoły/pracy inną drogą - może tą dłuższą, tą, że jak ktoś nią chodził, to się dziwiliśmy. A nóż okaże się dużo ładniejsza, niż ta, którą chodzimy codziennie?
Dobrej nocy :-)
#1. Niby banał, ale granica przekroczona.
Teraz to, o czym opowiem, będzie prawdziwą pierdołą dla większości normalnych ludzi, podejrzewam jednak że cała reszta, która się nie zgrywa zrozumie o co chodzi.
Dzisiaj wyszłam ze swojej granicy komfortu.. i pomalowałam usta na czerwono.
Brzmi debilnie, prawda?
Zawsze podobały mi się klasyczne makijaże. Tzn. ciemne oczy, eyeliner + czerwone/bordowe usta. Klasycznie, estetycznie i kobieco. Pytanie: czemu w takim razie nigdy nie robiłam sobie takiego makijażu?
Cholera wie.
Prawdopodobnie żyjąc w zamkniętej strefie komfortu, dżinsów, t-shirtów, dziwnych spojrzeń koleżanek, gdy ktoś odważył się zrobić coś innego - podświadomie odpychałam od siebie nawet te błahe pomysły. A jakby tak pomyśleć, to mi się podoba kompletnie inny styl niż ten, który jest teraz "modny". Czy to aby nie znak, żeby coś z tym zrobić?
Do tej pory myślałam, że wygodnie jest żyć w grupie. Zaakceptowana i jak ten baran podążająca za resztą. Otóż nie. Cudownie jest być tą osobą, która wpośród wszystkich białych gęb z dużymi ustami ma małe, czerwone wargi. I do tego słyszy kilka pochwał. Ot co.
Nie powiem, że się nie wahałam rano. Jednak postanowiłam się przełamać.
I wygrałam.
Teraz już się chyba z nimi długo nie rozstanę.
Niby błahe, a cieszy.
WNIOSEK NA DZIŚ: Warto zacząć przekraczanie granic od tych najprostszych. Nawet raz, to i tak spowoduje, że granica została przekroczona. Wtedy już nie będzie granicą, wtedy będzie można to robić swobodnie. Zacząć. Od nowego makijażu. Paznokci. Mówienia "dzień dobry" sąsiadce, której się boimy. Od dwóch przysiadów rano, a trzech wieczorem. Od nie zjedzenia tego jednego batonika. Od przeczytania jednego wiersza. Wysłuchania jednego utwory Chopina. Mały krok. No ale jakoś trzeba zacząć, prawda?
Życzę każdemu, aby czuł się jak ta osoba, która jako jedyna miała czerwone usta, podczas gdy inni mieli białe:-)
Gotowi? Do startu..
W życiu każdego z nas przychodzi pewien czas, kiedy nagle przestają nas bawić te same komedie, wyrzucamy ulubioną bluzkę, bo już nie podoba nam się jej kolor czy nadruk, przyjaciółka nagle już nie jest taka mądra i pomocna, jak się wydawała jeszcze kilka miesięcy temu, zaczynamy czytać wiersze i zapisujemy się na taniec towarzyski. Dlaczego? - Bo tak. Bo trzeba próbować. Bo to czas na zmiany. To dobry czas na zmiany.
Bo jeśli chcemy coś zmienić, to znaczy, że czegoś nam brakuje do szczęścia. Każda zmiana jest krokiem w stronę szczęścia.
Bo jeśli chcemy coś zmienić, to znaczy, że czegoś nam brakuje do szczęścia. Każda zmiana jest krokiem w stronę szczęścia.
Bo zawsze jest dobry czas na to, aby coś zmienić.
Mało kreatywne? Tak? A spróbowałeś tego?
Mało kreatywne? Tak? A spróbowałeś tego?
Co mnie zainspirowało?
- Zapisałam się na zumbę.
- Coś Ty? Ja nie mam czasu w tym roku.. W przyszłym pójdę.
- Ja nie wiem, czy w przyszłym będę żyć, czas działać!
Niczym oświecenie, za które niesamowicie dziękuję.
Wiem, że nie tylko ja obecnie mam zamiar wprowadzać masę zmian. Wiem, że wiele młodych ludzi w czasie czy gimnazjum, szkoły średniej czy też studiów jak i tak naprawdę dorosłych osób - nagle zdaje sobie sprawę, że w sumie.. Coś jest nie tak.
Co zrobiłem nie tak? Mam swój sklep. Dosyć duży. A taki tam, spożywczy. Przynosi pokaźne dochody. Tylko, kurcze.. Ja zawsze chciałam śpiewać. Ale cóż, nie wyszło.
Co zrobiłam nie tak? Mam trójkę cudownych dzieci. Cudownego męża, świetną rodzinę. Tylko zawsze chciałam być malarką.
CO ZROBIŁEM NIE TAK?
Nie zatrzymałem się w odpowiednim momencie, nie postawiłem przed sobą znaku "STOP". Nie zastanowiłem się. Nie zabroniłem innym decydować za mnie. Nie wysłuchałem siebie. Nie próbowałem.
Nie chcę skończyć za 50 lat na fotelu bujanym, samotna i do tego smutna, że w sumie to ja tyle rzeczy chciałam zrobić, ale jakoś tak czasu brakowało - bo a to do szkoły, a to coś tam.. Koniec.
Mam zamiar przedstawiać tu dziennik swoich zmian. Stworzyć z tego bloga spowiedź. Wprowadzać je po kolei. Stopniowo. Spokojnie, ale jednak z siłą. Wiele zmian. Mowa tu i o zmianach fizycznych jak i co ważniejsze o psychicznych, wewnętrznych. Bo najwyższy czas próbować rzeczy, których się kiedyś bałam. Kiedy, jak nie teraz?
Zachęcam do wprowadzania zmian razem ze mną!:-)
Bo nawet jeśli coś sobie założymy i spróbujemy, a to nie wyjdzie po naszej myśli - hej, zawsze spróbowaliśmy i jesteśmy o krok dalej od tych, którzy w ogóle nie ruszyli się z miejsca!
Pozdrawiam!
Subskrybuj:
Posty (Atom)
